Nigdy nie jest za późno, by życie zmienić na lepsze

red.
11.07.2019 13:26
A A A
Adam Wyrzyk i Marta Bradshaw

Adam Wyrzyk i Marta Bradshaw (red.)

Marzenia - wszyscy je mamy, ale nie wszyscy mamy odwagę je realizować. Różne czynniki sprawiają, że podążanie za własnymi ambicjami często odkładamy na później. Bywa też jednak tak, że przychodzi w życiu moment, kiedy zadajemy sobie pytanie: kiedy, jeśli nie teraz?

Impulsy do tego, żeby zmienić swoje życie mogą być różne. Często zdarza się, że tym, co popycha nas do zmiany jest upływ czasu. Momentem, który wielu uważa za graniczny, są zbliżające się 40-te urodziny. To właśnie w takim wieku nasi bohaterowie – Marta Bradshaw i Adam Wyrzyk postanowili diametralnie odmienić swoją drogę zawodową. I choć wielu zmiana o 180 stopni przeraża, ich historie pokazują, że warto zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę i rzucić się w pogoń za marzeniami.

Przy stole z nieznajomymi

Marta Bradshaw zawsze lubiła gotować. Ale przez długi czas nie przypuszczała, że to właśnie gotowanie dla ludzi może stać się jej sposobem na życie. Nie pracą, bo Marta nie lubi tak nazywać tego, czym się zajmuje. „Ktoś mądry powiedział kiedyś, że kiedy robisz to, co kochasz, nie musisz pracować ani jednego dnia w życiu” - tłumaczy założycielka portalu Eataway, który zrzesza dziś ponad 500 kucharzy w 73 miastach na świecie.

Marta jest absolwentką wydziału rzeźby krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ale oprócz tworzenia pięknych rzeźb, zawodowo robiła też inne rzeczy. Życie Marty często się zmieniało. Najpierw wraz z mężem Anglikiem współtworzyła pierwszy anglojęzyczny portal o Krakowie Cracow-life.com. Następnie wydawała Krakow Post, krakowską gazetę dla obcokrajowców. Praca w biurze dawała Marcie dużo satysfakcji, kobieta czuła jednak, że potrzebuje większego wyzwania. Ale choć wielka zmiana w jej życiu dokonała się w okolicach 40-tych urodzin, Marta przekonuje, że to nie wiek był impulsem do rewolucji. „To nie tak, że czułam, że jakiś etap w moim życiu się kończy i w związku z tym muszę coś zmienić. Po prostu wpadłam na pewien pomysł i postanowiłam go zrealizować” – tłumaczy.

Marta BradshawMarta Bradshaw red.

Podobnie jak wiele genialnych pomysłów, idea założenia Eataway zrodziła się z nagłej potrzeby. Potrzeby starej jak świat – chęci zjedzenia czegoś dobrego, autentycznego. „Podczas podróży z rodziną po Polsce przejeżdżaliśmy przez miasteczka, w których było mnóstwo ludzi i przepełnione restauracje. Wtedy wpadł mi do głowy pomysł: fajnie byłoby gdzieś tu w okolicy zjeść u lokalnych gospodarzy. Pomyślałam, że na pewno jest taki projekt w internecie, że otwierasz aplikację, patrzysz, kto gotuje w okolicy, i się umawiasz. Coś, co działałoby na podobnej zasadzie jak BlaBla Car. Okazało się, że niczego takiego nie ma”. – wspomina Bradshaw. Kobieta postanowiła to zmienić, zapełnić tę niszę. Tak powstało Eataway – wpisujący się w ideę ekonomii współdzielenia projekt, za którego pośrednictwem można się umówić na kolację w domu nieznajomych ludzi, którzy nakarmią gości tym, co potrafią ugotować najlepiej. Dzięki Eataway można nie tylko zjeść autentyczny, przygotowany na bazie lokalnych produktów posiłek, ale też poznać ludzi z całego świata. Bo gotują nie tylko Polacy – w tym momencie wśród kucharzy Eataway są ludzie z 49 krajów, tym tak odległych jak Korea czy Bangladesz. Oczywiście kolacje organizuje też Marta, która dzięki temu, że zmieniła swoją drogę zawodową zrozumiała, że gotowanie to nie tylko jej pasja, ale także coś, co niesamowicie ją relaksuje. A Eataway to sposób na życie – pełne spotkań z ludźmi przy suto zastawionym stole, ciekawych rozmów i nowych przyjaźni.

Marta BradshawMarta Bradshaw red.

Życie na wyścigach

Adam Wyrzyk już jako nastolatek kochał konie. W liceum marzył o własnym wierzchowcu, ale choć był częstym bywalcem wyścigów, uczestniczył w nich tylko jako widz. Kiedy dorósł, założył własną firmę budowlaną. Do zmiany, będącej realizacją młodzieńczych marzeń popchnął go dopiero syn. Chłopak podczas wakacji zobaczył stadninę koni i, tak jak przed laty jego ojciec, zapragnął mieć własnego wierzchowca. „To tak, jak kiedy dziecko chce mieć kolejkę – tato kupuje i potem sam się nią bawi, bo jak był mały też marzył o takiej” – wspomina Wyrzyk, który pragnieniu syna postanowił uczynić zadość. Ogier Medis, którego kupił dla syna, stał się początkiem nowej przygody. I zarazem impulsem do stopniowo podejmowanej decyzji, by coś w swoim życiu zmienić. Proces dokonywał się stopniowo. „Im dłużej przebywałem z końmi, tym bardziej czułem, że to jest to, co chcę robić i uciekałem od tego, co wcześniej robiłem” – wspomina Adam. Trenowanie koni, którym Wyrzyk zajął się w wieku niemal 40-tu lat, początkowo było traktowane jako hobby. Adam wszystkiego nauczył się sam, ale w miarę sukcesów, jakie odnosił ogier, hobby stawało się czymś coraz bardziej poważnym. Do Wyrzyka zaczęli się zgłaszać właściciele innych koni. Trenował je, a one dzięki niemu wygrywały kolejne gonitwy. Następujące jeden po drugim sukcesy sprawiły, że mężczyzna postanowił ostatecznie pracę w firmie budowlanej zamienić na tę we własnym ośrodku treningowym – Stajni Rosłońce w podwarszawskiej Podbieli.

Adam WyrzykAdam Wyrzyk red.


Dziś praca jest jego pasją, którą podziela cała rodzina – żona i czwórka dzieci. Pod czujnym okiem Adama dorastają najlepsze konie wyścigowe pełnej krwi angielskiej, tzw. fulbluty. Wyrzyk jest jednym z najbardziej cenionych trenerów w Polsce, a jego córka, Joanna od kilku sezonów jest świetnie zapowiadającym się dżokejem. „Kocham wszystko! Kocham aukcje, kocham trening, kocham kucie – sam kuję konie, pomimo że bolą mnie plecy, kocham, jak się rodzą źrebaki” – słuchając, jak Adam mówi o swojej pracy, trudno wątpić w to, że decyzja o zmianie, jaką podjął była słuszna. Jego historia jest dobitnym dowodem na to, że nigdy nie jest za późno na to, by coś w życiu zmienić i rzucić się w pogoń za własnymi marzeniami.

Adam WyrzykAdam Wyrzyk red.

Wiek to tylko cyfra i w żadnym stopniu nie powinien nas ograniczać i powstrzymywać od korzystania z życia. Przekroczenie granicy 40-tu lat to nic strasznego – zamiast sygnałem, by zwolnić, powinno stać się inspiracją, by zacząć spełniać odkładane od zawsze na później marzenia. Czasem nie musi to być zmiana własnego życia o 180 stopni, ale nawet drobne rzeczy, takie jak znalezienie czasu na pasje, którym wcześniej zawsze coś ważniejszego stawało na przeszkodzie. Warto tak jak nasi bohaterowie zacząć działać i postarać się choć trochę zmienić swoje życie na lepsze. Ich historie powinny stać się dla wszystkich inspiracją. Bo nie zatrzymujemy się dlatego, że się starzejemy, ale starzejemy się dlatego, że zwalniamy.